Tatry. Świnica z Zawratu

Kiedy planowaliśmy Świnicę, wiedziałam jedno: zdecydowanie wolę wejście od strony Świnickiej Przełęczy. Do tej pory nie wiem jak dałam się namówić na zdobywanie szczytu od Zawratu, chyba przypadkiem, bo jeszcze w drodze do Zakopanego ze względu na pogodę nie byliśmy pewni, czy wybrać Świnicę, czy może raczej Szpiglasowy Wierch.

Kiedy skierowaliśmy się w stronę Palenicy Białczańskiej myślałam jeszcze, że postawimy na ten drugi szczyt. W końcu ustaliliśmy, że dojdziemy do Zawratu i tam zdecydujemy – jeśli będzie padać, na tym zakończymy naszą wycieczkę.

Jesteśmy pod Wielką Siklawą, nie pada.

Dochodzimy do Doliny Pięciu Stawów Polskich, nie pada.

Pod Zawratem to samo, a ja chyba pierwszy raz nie jestem pewna czy mnie to cieszy, że nie pada, bo o Świnicy z Zawratu czytałam, że jest to wariant najbardziej wymagający, zdaniem wielu osób trudniejszy niż Kościelec, który miałam jeszcze na świeżo w głowie. Ale, ale – od początku.

Nasza trasa: Palenica Białczańska – Wielka Siklawa – Dolina Pięciu Stawów Polskich – Zawrat – Świnica – Świnicka Przełęcz – Liliowe – Kasprowy Wierch – Kużnice

Suma podejść: 1764m, czas: 9h 40min (źródło: mapa-turystyczna.pl; nasz czas był o prawie godzinę dłuższy).

Trasa z Palenicy Białczańskiej właściwie od samego początku jest całkiem widokowa, ale też tłoczna. Startujemy o ósmej rano, a z nami sporo osób, do czego już się ostatnio przyzwyczailiśmy. No cóż, te wszystkie artykuły w internecie o rekordowym lecie w polskich Tatrach chyba nie są przesadzone. Na pustki nie można też narzekać pod Wielką Siklawą, w kierunku której odbijamy przed wejściem do Doliny Pięciu Stawów Polskich.

Zaraz za Doliną Pięciu Stawów Polskich zupełna zmiana klimatu: nagle robi się prawie pusto. Na Zawrat kierujemy się trasą, która wygląda na prostszą niż z Doliny Gąsienicowej (przyglądaliśmy się jej ostatnio, gdy skręcaliśmy na Karb i zastanawialiśmy się wtedy czy czegoś nie pomyliliśmy – znaki na Zawrat w jedną stronę, Świnica w drugą, może jednak to nie tak miało być…?). Widoki są całkiem dynamiczne za sprawą chmur, które urządzają sobie wędrówki na naszych oczach.

Meldujemy się na Zawracie i prawie od razu ruszamy dalej, jakbyśmy się bali, że po dłuższej przerwie zrezygnujemy z kontynuowania tej trasy. Początkowo idziemy kilkanaście metrów w dół i kiedy już zaczynamy się zastanawiać kiedy wreszcie nabierzemy trochę wysokości, pojawiają się pierwsze podejścia i łańcuchy.

Przez dłuższy czas mamy po swojej lewej sporo przestrzeni, ale nawet w prostszych technicznie miejscach możemy się ubezpieczać właśnie dzięki łańcuchom, pokonywanie kolejnych przeszkód ułatwiają też zamontowane na trasie klamry.

Docieramy do chyba najtrudniejszego odcinka – po pierwsze dlatego, że trzeba dobrze się ułożyć i trochę podciągnąć, ale jeszcze bardziej z tego względu, że tworzą się tutaj spore kolejki. Podczas gdy na trasie od Zawratu do tego momentu widzieliśmy kątem oka może dwie osoby, tutaj naliczyliśmy ich przed sobą przynajmniej sześć, trzeba więc było poczekać.

Po tym fragmencie czekało na nas jeszcze trochę łańcuchów (wspominam o nich tyle razy, ale one naprawdę ciągną się tutaj bez końca) i jesteśmy na szczycie!

Widoki ze szczytu: przepiękne! Nie pamiętam gdzie ostatnio podobało mi się tak bardzo. Z minusów: dzielimy ten widok z małym tłumem, robimy więc szybko kilka zdjęć i na krótki odpoczynek schodzimy kawałek niżej.

Droga powrotna w kierunku Świnickiej Przełęczy minęła mi tak szybko, że szczerze mówiąc niewiele z niej pamiętam – chyba po prostu byłam tak bardzo zaaferowana myślą, że trasa z Zawratu na szczyt już za nami, a ja nawet nie pomyślałam o tym, że miałabym się w którymś momencie zestresować przestrzenią albo podejściem. Było to dla mnie inne doświadczenie niż na Kościelcu, gdzie w dwóch momentach miałam w głowie tylko: „Przecież tu by wystarczyło źle postawić nogę i się poślizgnąć…”.

Wydaje mi się, że tutaj na mój komfort psychiczny wpłynęła wszechobecność łańcuchów – niektórzy narzekają, że jest ich aż tyle i że z ich powodu czasem wyłącza się myślenie (zamiast łatwiejszego podejścia wybieramy to trudniejsze, bo akurat obok znajduje się łańcuch), są i tacy, którzy praktycznie w ogóle z nich nie korzystają. Dla mnie to, że chociaż asekuracyjnie mam je gdzieś w zasięgu dłoni, jest jak się okazuje ważne, bo Kościelec i Świnicę zapamiętam jako dwa całkiem różne doświadczenia – tym bardziej pozytywnym okazał się dla mnie dzisiejszy bohater (może to też kwestia ogólnego samopoczucia, nie wiem, tyle się w końcu mówi o tym, że w górach najważniejsza jest głowa).

I jeszcze jedna myśl ode mnie o trudnościach: po Kościelcu bardzo mocno skupiłam się na tym, żeby dokładnie wiedzieć gdzie się pakuję ze Świnicą. Przeczytałam wszystko co znalazłam na jej temat, obejrzałam też kilka filmików – w skrócie wydaje mi się, że trochę z tym przesadziłam. Jasne, trzeba wiedzieć gdzie się wybieramy, ile to zajmie, jaka jest obiektywna trudność trasy, warto też kojarzyć jej przebieg, ale trzeba też pamiętać, że na żywo wygląda to trochę inaczej niż na filmach i zdjęciach – na przykład tak, trzeba się podciągnąć, ale mamy do pomocy łańcuch, klamrę, może jakiś stopień albo fragment skały umożliwiający pewny chwyt. Mamy też czas na przemyślenie gdzie postawić nogę i czego się złapać. Stawiamy krok, potem drugi i trzeci i czasem nawet nie wiemy jak to się stało, że już jesteśmy na szczycie (jak ja w przypadku Świnicy).

Odkładając wyzwania na bok, sporo na tej trasie bardzo ładnych widoków. Liliowe to jedno z tych miejsc, gdzie można je podziwiać. Zanim tutaj zejdziemy, patrzymy jeszcze chwilę na Świnicę z myślą: „O rany, tam byliśmy!” i to chyba najfajniejsze uczucie z całego dnia. Dalej kierujemy się w kierunku Kasprowego Wierchu.

Zejście od Kasprowego w dół do Kuźnic to szczerze mówiąc już bardziej odliczanie do końca niż cieszenie się widokami, które są przecież takie ładne. W moim przypadku zmęczenie dawało jednak o sobie znać – chociaż chyba nie tylko w moim, bo na całej trasie nie towarzyszyło nam tyle ciszy co tutaj. No chyba że wszyscy już planowali w głowie kolejne wyjście: jeśli pogoda dopisze, słyszymy się na Rysach! Niestety pewnie nie będzie to najbliższy weekend, bo zapowiada się bardzo deszczowo, ale mamy nadzieję zdążyć przed planowanym zamknięciem szlaku na czas remontów.

Czytaj też: Kościelec z przełęczy Karb

Dolina Pięciu Stawów Polskich i Morskie Oko przez Świstówkę Roztocką

Jedna uwaga do wpisu “Tatry. Świnica z Zawratu

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s