Tatry. Droga na Rysy

Prognoza pogody idealna (mowa o poprzedniej sobocie), warunki chyba nie mogłyby być lepsze (kilka dni wcześniej stopniał śnieg, który pojawił się na tatrzańskich szczytach w ostatnich dniach sierpnia), szlak o dziwo otwarty (zapowiadany remont toczy się od poniedziałku do piątku, a to oznacza, że w weekendy wejście na szczyt od strony polskiej jest możliwe). I szybka decyzja: No to lecimy!

Jeszcze zanim zaczęliśmy szukać terminu, w którym moglibyśmy wejść na Rysy, pojawił się temat wyboru trasy. Możliwości są dwie: wejście od strony słowackiej (przez Popradzki Staw) albo od polskiej (z Palenicy Białczańskiej). Początkowo głosowałam na tę pierwszą opcję, bo jest (1) łatwiejsza, (2) krótsza, a ja generalnie żyję sobie z taką myślą, że jeśli do celu mogą nas doprowadzić różne drogi to nie ma sensu samemu sobie utrudniać i wybierać tę gorszą. Zmieniło się to jednak po Świnicy – tam poczułam, że chcę się sprawdzić na jeszcze dłuższej trasie. Jako że byłam chyba jedyną osobą z naszej piątki, która nie ekscytowała się od samego początku stroną polską, szybko doszliśmy do porozumienia. Plan wyglądał więc tak:

Palenica Białczańska – Schronisko PTTK przy Morskim Oku – Czarny Staw pod Rysami – Rysy – Palenica Białczańska (11:44h, 24.9km według mapa-turystyczna.pl)

Te niecałe 12h wydłużyliśmy od razu w naszych głowach do 14 (spodziewając się kolejek i tego, że zmęczenie zmusi nas do zwolnienia pod koniec) i niewiele się pomyliliśmy.

Pierwszy odcinek to trasa do Schroniska PTTK przy Morskim Oku i dalej pod Czarny Staw. (Można ją skrócić jeśli zdecydujemy się na nocowanie w Schronisku, co w tym wypadku wydawało nam się świetnym pomysłem, ale zanim w ogóle o tym pomyśleliśmy było już za późno. Postanowiliśmy więc, że wchodzimy na szlak od razu po przyjeździe z Krakowa). Po okrążeniu Czarnego Stawu zaczynamy podejście, które ciągnie się mniej więcej do Buli pod Rysami i jest najbardziej żmudnym fragmentem – jeśli też macie momenty, kiedy idziecie i myślicie sobie: „No i po co mi te góry?„, zapewne będzie to tutaj. Dalej zaczynają się łańcuchy i z małymi przerwami ciągną się już do samego szczytu. Ze względu na popularność trasy są zamontowane także tam, gdzie niekoniecznie są potrzebne i to przy nich tworzą się największe kolejki, ale zawsze lepiej poczekać niż zrobić sobie albo komuś krzywdę. Jak to rzucił pan, którego mijaliśmy gdzieś na drodze: „Spokojnie, każdy krok ma swoje miejsce„.

Wspomniałam już o kolejkach, dodam jeszcze, że w tym temacie mieliśmy sporo szczęścia. Wyszliśmy na szlak na tyle wcześnie, że gdy wchodziliśmy do góry, ze szczytu jeszcze nikt nie schodził, z innymi ludźmi mijaliśmy się więc dopiero w drodze powrotnej.

Robiąc sobie jeden z przymusowych postojów przy takim mijaniu zwróciliśmy uwagę na to, że na szlaku było naprawdę dużo ludzi przygotowanych na to wejście. Zdecydowana większość miała kaski, poprawnie korzystała z łańcuchów i z cierpliwością podchodziła do osób, które wyglądały na zestresowane danym fragmentem. Zdarzały się wyjątki, ale z perspektywy czasu myślę, że sporo jest nieprawdy w tym co się słyszy o przypadkowych osobach, które podchodzą pod Morskie Oko i stwierdzają spontanicznie: „No to co, to idziemy na Rysy” – pewnie i takie były w tym tłumie, ale wydaje mi się, że stanowiły wyjątki.

Jak widać na zdjęciach, lepszej pogody chyba nie moglibyśmy sobie wymarzyć, a śnieg stał się chwilowo niemal wyłącznie wspomnieniem. Czasem, gdy ze względu na ostrzeżenia kilka razy z rzędu odwołujemy wyjazd w góry, każdy z nas jest mocno rozczarowany, ale gdy wreszcie uda się gdzieś wyjść i pogoda jest aż tak dobra, myślę sobie, że warto było poczekać.

Widoki na szczycie – moim zdaniem świetne. Z jednej strony bardziej surowe, z drugiej całkiem malownicze. Wzrokiem można już sobie wyszukać cele na kolejne wyprawy. Na polskim wierzchołku (2499 m n.p.m.) robi się coraz tłoczniej, przechodzimy więc na słowacką stronę (2503 m.n.p.m., chociaż ostatnio spotkałam się też z wersją 2501) i tam wygrzewamy się w słońcu przez dłuższą chwilę.

Wreszcie przychodzi czas na zejście. Trochę niechętnie, ale ruszamy się z miejsca, bo przed nami jeszcze długa droga. W oczekiwaniu na to, aż Czarny Staw pod Rysami zacznie się znowu powiększać w naszych oczach, schodzimy w dół mijając coraz więcej ludzi. Teraz wspina się już prawdziwy tłum i końca tej wycieczki właściwie nie widać. Konieczność mijania się z ludźmi idącymi w przeciwnym kierunku jest największym wyzwaniem na trasie, nie zawsze jest to takie proste, czasem trzeba poczekać dłuższą chwilę.

Kiedy docieramy pod Czarny Staw i idziemy dalej w kierunku Schroniska PTTK przy Morskim Oku, ja już dość mocno czuję nogi. Ta część trasy, a potem dojście do Palenicy Białczańskiej, nie jest za bardzo przyjemna, chociaż widoki są nadal piękne, ale to szczerze mówiąc widzę dopiero teraz, przeglądając zdjęcia po czasie. Wtedy miałam w głowie tylko myśl, że chciałabym już być przy samochodzie. Pod tym względem trasa była dla mnie niemałym wyzwaniem, a nogi bolały mnie jeszcze dwa dni później. Jeśli chodzi o reagowanie na ekspozycję, to już kwestia indywidualna – dla mnie nie było ani trudno technicznie ani stresująco, ale spotkaliśmy na trasie kilka osób, które się stresowały albo przy schodzeniu opowiadały o tym, że nie wszystkie momenty były dla nich komfortowe.

Jeśli miałabym coś polecić tym, którzy planują wyjście na Rysy, wspomniałabym o jednym: pamiętajcie, że jest to długi i bardzo popularny szlak, warto więc przed wejściem na niego trochę się sprawdzić. My miesiąc wcześniej byliśmy na Kościelcu i Świnicy, żeby zobaczyć jak będziemy reagować na ekspozycję – myślę, że była to świetna decyzja, bo przy Rysach wiedzieliśmy czego się spodziewać i nic nas nie zaskoczyło.

Z kwestii organizacyjnych: miejsce parkingowe przy szlaku do Morskiego Oka i bilet wstępu na teren parku można wykupić tutaj. W kilku miejscach widziałam informację, że nawet jeśli wchodzimy na Rysy od strony polskiej, warto postawić na słowackie ubezpieczenie na wypadek gdybyśmy spadli na tamtą stronę – decyzję czy jest to potrzebne zostawiam zainteresowanym. Więcej szczegółów na ten temat znajdziecie tutaj.

14 uwag do wpisu “Tatry. Droga na Rysy

    • Nie zazdroszczę z tym lękiem wysokości – ale na szczęście jest mnóstwo innych pięknych miejsc, w których można być i nie zastanawiać się czy zaraz dostanie się zawału. :))

      Polubienie

  1. Cudowne zdjęcia. ❤ Mieliście piękną pogodę i piękne widoki, uwielbiam takie surowe skały, robią wrażenie. I to poczucie, że wśród tych skał stoicie wy. 🙂
    Ale sama chyba nigdy się nie odważę, za dużo stresu na ekspozycjach. 🙂

    Polubienie

    • Dziękuję, faktycznie z pogodą nie mogło być lepiej.
      W samych Tatrach jest mnóstwo pięknych tras, gdzie stres może być zdecydowanie mniejszy, a widoki też piękne – polecam pomyśleć o takich wycieczkach. 🙂

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s