Tatry. Przełęcz Krzyżne i Skrajny Granat

Po wrześniowych Rysach naszym kolejnym celem do zrealizowania kiedyś w Tatrach staje się Orla Perć. Nie spodziewałam się, że to „kiedyś” częściowo zdarzy się już w tym roku (a konkretniej miesiąc później).

To chyba zresztą pierwszy raz w moim życiu, gdy na szlak wyruszam z zupełnie inną trasą w głowie niż ta, którą ostatecznie uda nam się zrealizować. Zdarzało nam się już skracać albo wydłużać planowaną drogę, ale tym razem chodziło o konkretną zmianę: zamiast wybrać widokowy, ale stosunkowo prosty szlak na Szpiglasowy Wierch, skręcamy w drugą stronę – na Krzyżne z zamiarem zastanowienia się na miejscu czy decydujemy się na przejście jednego odcinka Orlej Perci. Za przemawia pogoda (i ludzie schodzący ze szlaku, którzy mówią nam, że warunki są bardzo dobre), przeciw właściwie tylko jedna myśl: „To już? My naprawdę idziemy na Orlą Perć?”. Pewnie się domyślacie na czym stanęło:

Palenica Białczańska – Schronisko PTTK w Dolinie Pięciu Stawów Polskich – Krzyżne – Skrajny Granat – Hala Gąsienicowa – Kuźnice (12:11h, 21.4km)

Pierwszy odcinek naszej trasy prowadzi do Schroniska PTTK w Dolinie Pięciu Stawów Polskich. Tutaj zdecydowanie można się jeszcze napatrzeć na jesienne kolory w górskich klimatach. Tym razem nie kierujemy się najpierw pod Siklawę, skręcamy od razu w kierunku schroniska.

Za schroniskiem idziemy najpierw za znakiem prowadzącym niebieskim szlakiem na Zawrat, a chwilę potem odbijamy żółtym w kierunku Przełęczy Krzyżne. Prawie od razu mamy świetny widok Świstówkę Roztocką, o której pisałam ostatnio. Odcinek na Krzyżne jest moim zdaniem porównywalny pod tym względem, że przy dobrej pogodzie nie ma na nim trudności (poza tym, że można się zmęczyć), a widoki są naprawdę rewelacyjne.

Na przełęczy Krzyżne (2112m n.p.m.) mamy do wyboru dwie drogi (jeśli nie chcemy schodzić po swoich śladach): możemy iść nadal żółtym szlakiem w dół w kierunku Hali Gąsienicowej albo skręcić w lewo na szlak czerwony, który doprowadzi nas do Skrajnego Granatu (i dalej Orlą Percią, przy czym warto pamiętać, że od tej strony nie przejdziemy całości). Zanim jednak ruszymy, chwila na widoki, w końcu mamy przed oczami jedną z najpiękniejszych panoram w Tatrach.

Na przełęczy zaczynamy od sprawdzenia jak stoimy z czasem – droga na Skrajny Granat (2225 m n.p.m.) to mniej więcej dodatkowe 2:15h. Odtwarzamy też w głowach relacje z tego odcinka Orlej, które kojarzymy.

W skrócie przejście Orlą Percią (generalnie uważaną za najtrudniejszy szlak turystyczny w Tatrach, chociaż na Słowacji często usłyszymy to samo na temat trasy na przełęcz Czerwona Ławka) można sobie podzielić na kilka części z uwzględnieniem punktów, w których możliwe jest zejście ze szlaku:

  • Zawrat – Kozia Przełęcz (jednokierunkowy; 1:20h),
  • Kozia Przełęcz – Kozi Wierch (jednokierunkowy; 1:30h),
  • Kozi Wierch – Skrajny Granat (dwukierunkowy; 1:35h),
  • Skrajny Granat – Krzyżne (dwukierunkowy; 2:15h).

Za najtrudniejsze uznaje się dwa pierwsze odcinki – od Zawratu do Koziego Wierchu – z kolei ten wybrany przez nas jest najdłuższym. Początek wygląda całkiem zachęcająco, więc szybko ruszamy dalej (tutaj jeszcze z myślą, że najwyżej za chwilę zawrócimy).

Pani, która akurat schodzi ze szlaku, gdy my stawiamy na nim pierwsze kroki, mówi nam tak:

Znacie ten szlak? (Nie.) A co już macie zaliczone? (Odpowiadamy, że na przykład Świnicę i Rysy.) To tutaj będzie podobnie, w niektórych miejscach trzeba tylko trochę bardziej pokombinować.

Autor oczywiście nieznany. 🙂 Wykorzystam jednak tę okazję, żeby napisać, że uwielbiam to jak góry otwierają na siebie zupełnie nieznajomych ludzi.

Wspominam tę wymianę zdań, bo wydaje mi się, że była to całkiem realna ocena sytuacji. Zdarzają się fragmenty, gdzie miejsca na nogi jest mniej niż zwykle albo gdzie trzeba się mocniej podciągnąć, ale są też ułatwienia – mnóstwo łańcuchów, klamry, stalowa drabinka.

Gdybym miała tę trasę powtarzać (mam nadzieję, że choćby w przyszłym roku), zmieniłabym dwie rzeczy: po pierwsze nastawienie (czasem oglądając filmiki z Orlej Perci miałam wrażenie, że fragmentami szlak wygląda tak, że idziemy bez zabezpieczenia po ekstremalnie wąskiej ścieżce, a z lewej i prawej mamy przepaść – no nie jest tak), ale z drugiej strony wzięłabym też kask. Nie miałam go ze sobą, w końcu w planach był Szpiglasowy Wierch, ale tutaj na pewno by nie zaszkodził (bez sensu tak oberwać kamieniem strąconym przez kogoś nad nami).

Nie wrzucam raczej zdjęć najtrudniejszych fragmentów, bo moim zdaniem niepotrzebnie bawią się wyobraźnią – tutaj przykład. Tak całkiem szczerze, widząc tę drabinkę na zdjęciu poniżej stresowałabym się na samą myśl, że mam na niej stanąć. Tymczasem na zbliżeniu widać, że po pierwsze nie podchodzimy do niej od dołu tylko od boku, a po drugie sama drabinka jest przyklejona do ściany i bardzo stabilna.

I żeby było jasne – nie twierdzę tutaj, że ten fragment Orlej Perci to w rzeczywistości luźny spacerek, na który można spokojnie lecieć od razu po zobaczeniu Hali Gąsienicowej po raz pierwszy w życiu. Jeśli jednak najważniejsze szczyty w Tatrach Wysokich już widzieliśmy z bliska to i tutaj przy dobrych warunkach damy sobie radę jeśli tylko zachowamy spokój, ale też i koncentrację.

Najbardziej na szlaku zaskoczyły mnie widoki. Może brzmi to trochę zabawnie, między innymi po to chodzi się przecież po górach, ale w tym przypadku tak bardzo skupiłam się na tym, że będzie trudno, że zapomniałam o całej reszcie. Na miejscu okazało się, że to chyba najładniejszy szlak na jakim byliśmy. Surowość skał, których się chwytamy w zestawieniu z pięknem krajobrazu, jaki mamy przed oczami – no coś pięknego.

I jeszcze jedna myśl o czerwonym szlaku na koniec – tutaj trochę bardziej niż gdziekolwiek indziej czujemy, że w górach jesteśmy tylko gośćmi. Gdy nie rozmawiamy, jest zupełnie cicho, a dosłownie wszyscy ludzie, których widzimy na szlaku, to ruszające się punkty gdzieś daleko przed albo za nami. Nie spodziewałabym się, że to reguła, bo w wakacje czytałam i widziałam różne relacje z Orlej Perci i ludzie bardzo często wspominali, że pusto wcale nie jest, ale tego październikowego popołudnia miało się wrażenie, że są tu tylko góry i my.

Ze Skrajnego Granatu schodzimy żółtym szlakiem do Hali Gąsienicowej i potem do Kuźnic. Z tej strony widoki są bardziej miękkie, przed nami morze błękitnych szczytów. Zostaną one w naszych głowach na trochę – ja jeszcze dzisiaj przeglądam zdjęcia poniżej z myślą, że mamy szczęście móc widzieć takie rzeczy na żywo.

To już chyba koniec szaleństw w tym roku, bo nie mamy prawie żadnego doświadczenia w zimowych wędrówkach po Tatrach – gdy więc spadnie śnieg, zaczniemy pewnie od najprostszych szczytów. Nadal jest jednak na co czekać, w końcu tyle jeszcze nie widzieliśmy.

13 uwag do wpisu “Tatry. Przełęcz Krzyżne i Skrajny Granat

  1. Dla tych widoków warto przejść Orlą Perć. Ale widoki nie zastąpią życia. Moja koleżanka, taterniczka wraz z taternikami nie doszła. Trzeba mieć pokorę, idąc Percią…
    Serdeczności

    Polubienie

    • Oj tak, generalnie w górach pokora to podstawa.
      No i cierpliwość – góry przecież spokojnie mogą poczekać na kolejne podejście jeśli danego dnia się nie uda. Pozdrawiam! 🙂

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s