Jeszcze trzy książki o górach, które dobrze się czyta

W tamtym roku pisałam o książkach, które ma szansę kojarzyć chyba każda osoba zainteresowana tematem gór i lubiąca o nich czytać. Od tego czasu na moich półkach pojawiło się jeszcze kilka górskich tytułów wartych polecenia. Kontynuując tradycję, polecam dzisiaj trzy z nich.

1. Zaczynamy od książki „Zaklętym w górski kamień” Krystyny Palmowskiej. Usłyszałam o niej na Krakowskim Festiwalu Górskim. Toczyła się wtedy dyskusja na temat tego czy jesteśmy w stanie analizować wypadki górskie, by wyciągać z nich sensowne wnioski na przyszłość i równocześnie opowiadać o nich z szacunkiem dla ofiar, a książka Palmowskiej została podana jako dowód na to, że jest to możliwe. I faktycznie ten szacunek dla ofiar czuje się dosłownie na każdej stronie, niesamowicie dużo jest w tej książce taktu. Jest też rzeczowe spojrzenie na wypadki złotej ery polskiego himalaizmu – poznajemy przebieg wydarzeń, ustalenia komisji powypadkowych, informacje z dodatkowych źródeł i komentarze autorki, która przecież sama ma na swoim koncie sporo zdobytych szczytów.

Najważniejsze pytanie brzmi jednak: czy z tych tragedii można wyciągnąć wnioski i na ich podstawie wdrożyć rozwiązania, dzięki którym uniknięcie podobnych w przyszłości byłoby możliwe? Specyfika himalaizmu na pewno tego nie ułatwia. Jeśli oglądaliście „Katastrofy w przestworzach” to wiecie, że po wypadkach lotniczych wprowadzane są zmiany w obowiązujących procedurach – albo sprzętowe. W środowisku górskim raczej trudno o rozwiązania, które dotyczyłyby wszystkich. Pozostaje też jeszcze kwestia wielu obiektywnych czynników, względnie niezależnych od człowieka (lawiny czy szczeliny lodowcowe), a więc nie do wyeliminowania.

Krystyna Palmowska już we wstępie wskazuje, że na podstawie jej analiz można stwierdzić, że z reguły powodem tragedii jest czynnik ludzki – zapominanie o regułach gry (równocześnie jednak sama przyznaje, że na etapie selekcji tematów wybrała te tematy, w których dominujące znaczenie miał wspomniany czynnik ludzki, co ma sens, w końcu to z nich można się najwięcej nauczyć, trudno jednak w takim przypadku traktować jej książkę jako źródło, na podstawie którego można wysnuć wniosek o częstotliwości występowania czynnika ludzkiego).

Zupełnie jednak bez złośliwości, moim zdaniem książka jest rewelacyjna. Bardzo dobrze się ją czyta, a przy tym jest mocną dawką informacji i materiału do przemyśleń. W trakcie lektury kolejnych rozdziałów trudno nie stawiać sobie pytań o to jaka jest rola lidera w zespole (powinien być autorytarny czy dawać uczestnikom wypraw wolność decydowania o sobie?), czy człowiek może ufać swoim decyzjom, gdy podejmuje je już w trakcie ataku szczytowego i wreszcie jaką odpowiedzialność moralną (i czy w ogóle) mają himalaiści.

Czytając „Zaklętym w górski kamień” zastanawiałam się nad jeszcze jedną rzeczą. Czy człowiek, którego Everestem jest Giewont albo Rysy, może wyciągnąć z tej książki coś dla siebie? I myślę, że tak. Dla przykładu możemy pomyśleć o ustawieniu punktu kontrolnego przy okazji każdego wyjścia w góry, a więc godziny, do której możemy się odwołać będąc już w trasie. Szczególnie zimą może mieć to duże znaczenie, bo często nie jesteśmy w stanie przed wyruszeniem określić ile czasu potrzebujemy na zdobycie szczytu. Tymczasem jeśli powiemy sobie, że na wierzchołku potrzebujemy być najpóźniej o 14:00, żeby przed zachodem słońca znaleźć się w bezpieczniejszym terenie, dużo łatwiej będzie nam kontrolować sytuację. Oczywiście przy założeniu, że potrafimy pozbyć się tego, co zabija chyba najwięcej ludzi w górach: zbyt dużych ambicji. Bo z niezaliczonym szczytem wyjście w góry też może być świetnym doświadczeniem.

2. Idąc dalej, mamy „Górskie wyprawy fotograficzne” Karola Nienartowicza. Wiedziałam, że będzie to książka ładna, bo jej autora śledzę od dłuższego czasu, ale chyba trochę zaskoczyło mnie to jak bardzo jest przy tym merytoryczna. Nie tylko w temacie wyboru sprzętu i fotografii, ale też przygotowywania wypraw górskich pod kątem robienia zdjęć – myślę, że bardzo dobrze pokazuje ona, że fotograf górski z jednej strony jest miłośnikiem gór tak samo jak każda inna osoba, która się w nie wybiera, ale jednak z drugiej patrzy na nie inaczej i to już na etapie planowania swoich wyjazdów.

3. Kończymy na „Moich PaGórach” Zbigniewa Piotrowicza. Wydaje mi się, że tym, co wyróżnia ten tytuł, jest luz autora. Do opisywanych wypraw podchodzi on z dużym dystansem, co sprawia, że bywa zabawnie (naprawdę nie myślałam, że kiedyś napiszę coś takiego o ‚górskiej’ książce). Piotrowicz nie wchodzi w techniczne szczegóły, skupia się raczej na wciąganiu w opowieść. Rzuca anegdotami związanymi z organizacją wyjazdów czy samymi wyjściami w góry. Najciekawiej moim zdaniem opowiada o tym jakie zaliczył lekcje pokory; brzmi to wszystko bardzo szczerze, autentycznie. Czasem robi też zbliżenie na tło swoich opowieści, które toczyły się przecież w bardzo ciekawych – a dla podróżujących przede wszystkim wymagających – czasach. I chociaż unika stawiania siebie w roli wzoru czy mądrali, który wie już wszystko, dzieli się ciekawymi myślami na temat granic akceptowalnego ryzyka czy tego po co w ogóle chodzi się po górach.

Dodam tylko, że na początku miałam trochę problem ze wciągnięciem się w tę historię (chociaż trudno mi powiedzieć dlaczego), druga połowa książki bardziej mi się podobała.

I jeszcze krótki dopisek: ostatnio pisałam o książce „TOPR. Żeby inni mogli przeżyć” Beaty Sabały-Zielińskiej, dorzucę więc tylko, że jej kontynuacja – „TOPR 2. Nie każdy wróci” to też całkiem dobra pozycja. Na plus, co wskazuje już tytuł, jest pokazanie trochę innego oblicza działalności TOPR, a więc akcji ratunkowych, które nie kończą się dobrze dla wszystkich poszkodowanych (po masowym wypadku na Giewoncie, w Jaskini Wielkiej Śnieżnej czy na Zawracie). Małym minusem jest to, że część informacji z części pierwszej się powtarza i generalnie książka nie zawiera tak dużej dawki „nowej” wiedzy jak ta poprzednia, ale też wciąga i myślę że warto przeczytać obydwie.

Jedna uwaga do wpisu “Jeszcze trzy książki o górach, które dobrze się czyta

  1. Znam książki, fascynują mnie gry, ale nie rozumiem tego uzależnienia wchodzenia po wielekroć aż w końcu zostaje się tam na zawsze.
    Serdeczności

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s