Madera. Lewady i trasy górskie na wyspie – nasz plan na tydzień zachwytów

Zacznę od środka, bo przecież to nie tak, że przylecieliśmy na Maderę i od razu znaleźliśmy się na szlaku. To one były jednak głównym powodem przyjazdu i – tutaj bez niespodzianek – tym co na wyspie spodobało nam się najbardziej.

Zanim o zachwytach, muszę przyznać, że łatwo nie było. Lewad i tras górskich na wyspie jest tyle, że podjęcie decyzji o tym które wybrać jest moim zdaniem największym wyzwaniem. Zwłaszcza, że źródeł jest mnóstwo i właściwie każde przedstawia trochę inną listę maderskich cudów. Pomijając przewodniki, pytaliśmy różnych osób o to która trasa na wyspie podobała im się najbardziej i za każdym razem dostawaliśmy inną odpowiedź. Kolega, który przyleciał na miejsce kilka dni przed nami, polecał Levadę do Rei (królewską). Właściciel naszego mieszkania twierdził, że Vereda dos Balcões jest najciekawsza. Fotograf, którego spotkaliśmy przy okazji zachodu słońca przy Ponta do Pargo, wskazał na Inferno. Można się pogubić, ale to chyba dobrze, bo to wskazówka, że gdziekolwiek skierujemy swój wzrok, powinniśmy być zadowoleni.

O naszych wyborach opowiadam poniżej, w kolejności chronologicznej, bo mam problem ze zdecydowaniem, który szlak podobał mi się najbardziej. Najbardziej przecież polubiłam Maderę za całość – za to, że jest tak różnorodna.

Raz. Levada Nova i PR7 Levada do Moinho

Na początek wybieramy bardzo przyjemną i widokową trasę, której chyba najciekawszy element to widoczny poniżej wodospad. Parkujemy przy drodze i już z niej widzimy pierwsze oznaczenia lewady. Idziemy za nimi, a z każdym krokiem podoba nam się coraz bardziej. Docieramy do miejsca, gdzie nie ma już przejścia dalej i decydujemy, że zamiast wracać tą samą drogą, zejdziemy niżej na Levadę do Moinho (zbudowaną, co ciekawe, kosztem jej użytkowników – tylko oni mieli prawo z niej korzystać). Najpierw skręcamy w prawo w kierunku Wodospadu Anny, a potem kierujemy się w lewo, idziemy więc trochę poniżej trasy którą przyszliśmy. Robimy w ten sposób pętlę, której domknięciem jest dziesięciominutowy spacer drogą asfaltową do miejsca, w którym zaparkowaliśmy samochód.

Dopiero kilka dni później dowiadujemy się – od pana, który na wyspę przylatuje od jakiegoś czasu właściwie co roku – że Levada Nova jest w rzeczywistości znacznie dłuższa, a fragment, który przeszliśmy, jest po prostu jej przewodnikową wersją.

Dwa. PR14 Levada dos Cedros

W przypadku Levady dos Cedros początkowo też myślimy o zrobieniu pętli, ale po wczytaniu się w jej szczegóły stwierdzamy, że nie jest to zbyt ciekawa opcja (droga w drugą stronę prowadzi asfaltem i nie jest widokowa), dlatego postanawiamy sprawdzić czy to co piszą o możliwościach podróżowania autostopem po wyspie (że jest trudno) to prawda. Po dwóch minutach od podjęcia decyzji jesteśmy już w samochodzie innych turystów jadących na szlak, z którego właśnie wracamy, nie mogę więc powiedzieć, że dzień jest jakoś szczególnie pechowy.

Wracając jednak do początków – wystartowaliśmy z parkingu przy Fanal, a naszym punktem końcowym był parking, przy którym zaczyna się inna trasa, PR15 Verada da Ribeira da Janela. Wybrana przez nas Levada dos Cedros jest jedną z najstarszych na wyspie i rozpoczyna się w Fanal (przed wejściem na szlak warto oczywiście zajrzeć na punkt widokowy), a następnie przechodzi przez las wawrzynowy. Prowadzi ona dosyć stromo w dół, potem jest już płasko – i całkiem błotniście. Ta lewada jest moim zdaniem niepowtarzalnie klimatyczna.

Trzy. PR8 Vereda da Ponta de São Lourenço

Trzeci dzień na szlakach rozpoczynamy wcześniej niż do tej pory, bo od wschodu słońca z widokiem na Sao Lourenco. Punkt widokowy znajduje się zaraz przy parkingu, nie trzeba więc wstawać przesadnie wcześnie, w naszym przypadku wystarczy wyjazd z mieszkania koło 6:30. Po wschodzie zmieniamy parking i ruszamy na szlak. Ten chyba najbardziej przypomina nam to, co już znamy – jest trochę bieszczadzki. Brak drzew zdecydowanie wyróżnia ten obszar na tle wyspy. Idzie się świetnie, zwłaszcza że wcześnie rano prawie cały szlak mamy dla siebie (potem wygląda to już inaczej). Najbardziej literacki przewodnik z tych, które miałam pod ręką, przekonuje:

„Dziki romantyzm wybrzeża sprawia jednak, że trasa ta staje się jedną z ulubionych…”.

Madera. Najpiękniejsze wędrówki wzdłuż lewad i po górach – Rolf Goetz

Cztery. PR1 Z Pico do Arieiro na Pico Ruivo

Wspomniany przed sekundą przewodnik wyjaśnia, że trasa z Pico do Arieiro na Pico Ruivo została zbudowana w ubiegłym wieku przez administrację wyspy i łączy ona trzy najwyższe góry Madery. Słyszeliśmy, że przed wyruszeniem na parking pod Pico do Arieiro warto sprawdzić na kamerce internetowej czy góry nie są akurat we mgle, ale szczerze mówiąc zdążyliśmy już przyzwyczaić się do dużej zmienności pogody na Maderze i trochę do niej dostosować, stwierdziliśmy więc, że zaryzykujemy i najwyżej będziemy zmieniać plany na bieżąco (na szczęście nie było to konieczne).

Trasa prowadzi częściowo schodami, częściowo kamienistymi ścieżkami. Szlak jest dobrze zabezpieczony. Warto się nastawić, że trafimy na nim na naprawdę mnóstwo schodów prowadzących w górę i w dół – i prawie tyle samo ludzi, z tym że tłumy trochę się rozmywają za „schodami do nieba”, a stopni do pokonania jakby przybywa, chociaż może to tylko takie wrażenie.

Jeśli tej trasie też miałabym dać jakiś przymiotnik, nazwałabym ją najbardziej górską z tych, które mieliśmy okazję zobaczyć na Maderze. Jest tu właściwie wszystko: i piękne widoki, i tunele, i w naszym przypadku ładny spektakl z chmurami w roli głównej pod koniec trasy. Powrót to wędrówka tą samą drogą (niektórzy alternatywnie stawiają na taksówkę i wracają na Pico do Arieiro z Achada do Teixeira).

Pięć. PR6 Levada das 25 Fontes i PR6.1 Levada do Risco

Na koniec wspominam o dwóch lewadach równocześnie, bo są one poprowadzone równolegle. My decydujemy się przejść tę pierwszą, a w drodze powrotnej odbić do góry w lewo, żeby dotrzeć do wodospadu Risco. Po zobaczeniu innych lewad te trasy nie zrobiły na nas szczególnego wrażenia, ale ich końcówki już tak. Zarówno wodospad, jak i tytułowe 25 źródeł wody wprawiają w zachwyt. Żałowałam tylko jednego – że nie wybraliśmy się na szlak wcześniej, bo tutaj także na trasie trafiliśmy na tłumy.

Policzyłam i wychodzi na to, że słowa „zachwyt” użyłam w tym wpisie trzy razy. Tak naprawdę mam wrażenie, że zachwyt był jeden i wcale się nie kończył. To niesamowite, że wyspa o tak małej powierzchni ma tak dużo do zaoferowania.

Z perspektywy odwiedzających Maderę najbardziej chyba interesujące jest to, że wymieniane przeze mnie trasy to w dużej mierze drogi służące do konserwacji lewad, które zaczęto wykorzystywać jak szlaki turystyczne. Takie rowy nawadniające wykopano zaraz po zasiedleniu wyspy, żeby wykorzystać wodę z wnętrza wyspy w celach rolniczych. Przypominają więc one równocześnie trudną historię wyspy, bo budowa takich rowów była bardzo niebezpieczna i kosztowała ona życie wielu osób.

*

Mam jeszcze kilka wskazówek dla tych, którzy wybierają się na maderskie szlaki:

  • My postawiliśmy na jedną lewadę dziennie, żeby mieć też czas na zobaczenie innych rzeczy na wyspie. Jeśli ktoś chciałby się skupić tylko na chodzeniu, spokojnie zdąży zrealizować więcej tras w ciągu tygodnia. A gdzie szukać tych, na które warto zwrócić uwagę? Ja korzystałam z dwóch przewodników i obydwa mogę polecić. Pierwszy to „Madera. Najpiękniejsze wędrówki wzdłuż lewad i po górach” – Rolfa Goetza, a drugi to ebook wydany przez Coupleaway („Madera – Jedyny taki przewodnik!”).
  • Lewady i trasy są świetnie oznaczone w terenie – w przypadku tych pierwszych idzie się wzdłuż kanału wodnego, więc właściwie nie ma szans na pobłądzenie. Najczęściej uczęszczane trasy są oznakowane symbolami od PR1 do PR23 (z wariantami). Przed wejściem na któryś z tych szlaków zobaczymy tablicę informacyjną z mapą naszej trasy.
  • Minusem jest to, że w przypadku wielu tras trzeba się nastawić na powrót tą samą drogą. Plusem – jest tak ładnie, że pewnie i tak nie będzie to nikomu przeszkadzać. 🙂
  • Na starcie pierwszej lewady zastanawiałam się czy buty trekkingowe na nogach to nie lekka przesada, ale pod koniec wyjazdu nie miałam już wątpliwości, że warto było je spakować. Czołówka też się przydaje, ale jeśli o niej zapomnimy to z latarką w telefonie też damy radę.

4 uwagi do wpisu “Madera. Lewady i trasy górskie na wyspie – nasz plan na tydzień zachwytów

  1. Chyba nie znam nikogo, kto po wizycie na Maderze nie byłby zachwycony. 🙂
    Mnie chyba najbardziej podobał się ten szlak między Pico Arieiro i Pico Ruivo, 25 Fontes i Półwysep Św. Wawrzyńca. Ale wiem, że jest mnóstwo tras do przejścia, gdzie nie byłam, chętnie bym kiedyś wróciła. 🙂
    A, i miałam to szczęście, że w zeszłym roku jeszcze było mniej ludzi. 😀
    Co do butów, to raz się wybrałam w adidaskach z taką bardziej terenową, przyczepną podeszwą i mimo że nie była cienka, a trasa nie jakaś wymagająca, to więcej tego nie zrobiłam – komfort dla stóp w trekkingach był nieporównywalny.

    Polubienie

    • Też chyba nie znam osoby, która nie zachwycałaby się Maderą po jej zobaczeniu – i wcale mnie to nie dziwi. 🙂 I też chętnie bym kiedyś wróciła, mam wrażenie, że to co udało nam się zobaczyć to dopiero mocny wstęp. :))

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s